Śladami apostoła Pawła
Z błogosławieństwa metropolity Sawy odbyła się pielgrzymka z Bielska Podlaskiego do Grecji.
Inicjatorem , przewodnikiem i opiekunem duchowym był ks. Jerzy Bogacewicz, proboszcz parafii
Narodzenia Bogurodzicy w Bielsku Podlaskim. W pielgrzymce uczestniczył ks. Jerzy Charytoniuk,
proboszcz parafii w Maleszach i ks. Teodor Wieremiejuk, wikariusz z cerkwi archanioła Michała w
Bielsku Podlaskim.
Wieczorem 30 września, po odsłużeniu molebna przed Bielską Ikoną Matki Bożej, 50-osobowa
grupa wyruszyła z Bielska autokarem. Prawie wszyscy po raz pierwszy udali się w nieznane. Szlak
był przetarty, gdyż nasz przewodnik, ks. Jerzy Bogacewicz był już w Grecji i wiózł nas do swoich
przyjaciół w okolice Kawali, starożytnego miasta portowego, gdzie św. Paweł postawił pierwsze
kroki na kontynencie europejskim. Kawala to miasto w północnej Grecji, główny port Wschodniej
Macedonii i stolica prefektury Kawali. Położone w Zatoce Kawala, naprzeciwko wyspy Thasos, w
odległości 165 km od Salonik. Liczy około 70 tysięcy mieszkańców i jest po Salonikach drugim pod
względem ilości mieszkańców miastem greckiej Macedonii. Jest głównym portem tej części Grecji.
Miasto położone jest tarasowo na zboczu góry Simvolo. Zyskało ostatnio przydomek „greckiego
Monte Carlo”, przez wzgląd na urodę i podobieństwo krajobrazów.
Przejechaliśmy przez kilka państw, zanim dotarliśmy do Grecji. Przez okna autokaru podziwialiśmy
piękne krajobrazy: góry, przełęcze i przepaście. Z jednej strony strome góry, z drugiej, ogromne
przepaście. Czasami zapierało dech w piersiach. Ciekawość jednak zwyciężała i każdy z
zaciekawieniem obserwował tajemniczą krainę. Po drodze zatrzymaliśmy się aby coś przekąsić i
nacieszyć oczy pięknem stworzonym przez Boga. Z piątku na sobotę przenocowaliśmy w Serbii.
W sobotę 2 października byliśmy na miejscu. Zakwaterowaliśmy się w Krinides w hotelu Yannis
niedaleko Kawali. Ilias Koumoulidis, współwłaściciel hotelu, powitał nas bardzo serdecznie. Tam też
były zapewnione śniadania.
Następnego dnia w niedzielę uczestniczyliśmy w Świętej Liturgii w cerkwi w Filippi Nowym. Nasi
duchowni asystowali ks. Gieorgiosowi Kalandaroglou w nabożeństwie. Część pielgrzymów przyjęła
Świętą Komunię. Po nabożeństwie odbyło się ciepłe i serdeczne przywitanie naszej grupy. Ks. Jerzy
Bogacewicz, podarował tamtejszemu proboszczowi ryzę w prezencie i album o Bielsku Podlaskim.
Następnie zrobiliśmy wspólnie zdjęcie przed cerkwią i wszyscy częstowali się słodyczami i łakociami,
którymi uraczyły nas przemiłe Greczynki. Potem piliśmy kawę i herbatę w niedalekiej kafejce.
Jednym z najważniejszych ośrodków pielgrzymkowych całego świata prawosławnego jest wspaniała
cerkiew w Nea Karvali, gdzie znajdują się relikwie - św. Grzegorza Teologa. Po krótkiej przerwie
pojechaliśmy tam, aby pokłonić się relikwiom św. Grzegorza Teologa. Nasi duchowni odsłużyli
molebien przed świętymi relikwiami za metropolitę Sawę i wszystkich naszych biskupów oraz za
pielgrzymów i ich bliskich. Przykładaliśmy zakupione świece do świętych relikwii aby potem, przy
zapalonych świecach, prosić św. Grzegorza Teologa o wstawiennictwo przed Najwyższym. Dla wielu
ten święty jest bliski ze względu na fakt , że jest niebiańskim patronem biskupa Grzegorza, który
przez prawie dziesięcioletni okres służył w Bielsku Podlaskim.
Wieczorem, wspólnie z ks. Gieorgiosem i matuszką, rodziną Anagnostisa i Kasi Rempas,
Paraskiewą, Charłampijem i babcią Paraskiewą oraz Iliasem i Konstantinosem Koumoulidis
zjedliśmy kolację w hotelu Yannis. Poczęstowaliśmy Greków polskimi potrawami. Przyjaciele ks.
Jerzego okazali się fantastycznymi, dobrymi i sympatycznymi Grekami. Po pierwszym spotkaniu z
nimi, odczuwało się tak, jakbyśmy znali ich od zawsze.
W poniedziałek, punktem naszej pielgrzymki było miasto Filippi, położone 18 km w głąb lądu od
Kawali. Miasto Filippi (Philippi) zostało założone w 356 r. p.n.e. na cześć Filipa Macedońskiego. W
168 r. p.n.e. miasto zostało zajęte przez Rzymian. W 42 r. p.n.e. w okolicach Filippi rozegrała się
bitwa pomiędzy wojskami Antoniusza i Oktawiana Augusta a armią Brutusa i Kasjusza. Filippi było
też miastem, w którym św. Paweł rozpoczął swoją misyjną działalność. W 49 roku przybył do Filippi
i założył pierwszą wspólnotę chrześcijańska. Samo miejsce było dla niego wyjątkowe i darzył je
szczególnym uczuciem, ponieważ to tu nawrócił na chrześcijaństwo pierwszych obywateli. W X w.
Filippi było siedzibą metropolity bizantyjskiego. To co możemy oglądać obecnie w Filippi to ruiny
starożytnego miasta, w którym zachowały się fragmenty agory, biblioteki, teatru, murów miejskich,
palestry i dwóch bazylik chrześcijańskich z V i VI w. Teren ruin jest dość rozległy.
Pierwsze kroki skierowaliśmy tam gdzie św. Paweł ochrzcił pierwszą osobę na kontynencie
europejskim - św. Lidię. Lidia mieszkała w Filippi, w Macedonii. Była zapewne osobą zamożną,
bowiem purpura - tkanina, którą sprzedawała, stanowiła towar luksusowy. Kiedy św. Paweł przybył
do miasta, w którym mieszkała, była poganką. Lidia spotkawszy apostoła Pawła przyjęła chrzest.
Tekst Łukasza odnotowuje, że udzieliła mu gościny. Apostoł Paweł pozyskał ją dla Chrystusa jako
pierwszą pogankę w Europie w czasie swojej drugiej podróży, która obejmowała Małą Azję,
Macedonię oraz Grecję. Miała ona miejsce w latach 50-52. Łukasz podaje, że spotkanie Apostoła
Narodów z Lidią odbyło się nad rzeką. Taki był bowiem u Żydów zwyczaj, że jeśli nie mieli jeszcze
własnego domu modlitwy (synagogi), zbierali się w pobliżu rzeki dla obmywań rytualnych. Te
miejsca nazywano proseuche, czyli miejscem modlitwy.
Ksiądz Jerzy Bogacewicz odczytał fragment z Dziejów Apostolskich (16, 11-15): Odbiwszy od lądu
w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, a stąd do Filippi,
głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią. W tym mieście spędziliśmy
kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie - jak sądziliśmy - było miejsce modlitwy. I
usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysłuchiwała się nam też pewna "bojąca
się Boga" kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej
serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem,
poprosiła nas: "Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu - powiedziała - to przyjdźcie do mego domu i
zamieszkajcie w nim!". I wymogła to na nas.
Pielgrzymi zanurzali ręce w strumyku, pierwszej chrzcielnicy naszego kontynentu, i obmywali
twarze. Od niedawna stoi w tym miejscu prawosławna kaplica. Nad samą rzeczką wybudowano mini
baptysterium z ikoną św. Lidii. . Wśród nas była Lidia. Dopiero tu odkryła, jak piękne nosi imię.
Następnie w cerkwi wzniesionej na cześć św. Lidii pielgrzymi modlili się przed ikoną świętej Lidii.
Odwiedziliśmy miejsce, gdzie był więziony apostoł Paweł. Więzienie jest w rodzaju kamiennego
bunkra z okienkiem, w którym jest krata. Znajduje się za płotem odgradzającym wykopaliska od
szosy.
W tym miejscu ks. Jerzy przeczytał również fragment Dziejów Apostolskich )16, 16 - 40):
Kiedyśmy szli na miejsce modlitwy, zabiegła nam drogę jakaś niewolnica, opętana przez ducha,
który wróżył. Przynosiła ona duży dochód swym panom. Ona to, biegnąc za Pawłem i za nami
wołała: "Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego, oni wam głoszą drogę zbawienia". Czyniła to przez
wiele dni, aż Paweł mając dość tego, odwrócił się i powiedział do ducha: "Rozkazuję ci w imię
Jezusa Chrystusa, abyś z niej wyszedł". I w tejże chwili wyszedł. Gdy panowie jej spostrzegli, że
przepadła nadzieja ich zysku, pochwycili Pawła i Sylasa, zawlekli na rynek przed władzę, stawili
przed pretorami i powiedzieli: "Ci ludzie sieją niepokój w naszym mieście. Są Żydami i głoszą
obyczaje, których my, Rzymianie, nie możemy przyjmować ani stosować się do nich". Zbiegł się
tłum przeciwko nim, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu
razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, aby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki
rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu i dla bezpieczeństwa zakuł im nogi w dyby. O północy
Paweł i Sylas modlili się, śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. 26 Nagle
powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się
wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany. Gdy strażnik zerwał się ze snu i zobaczył drzwi
więzienia otwarte, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli. "Nie czyń sobie nic
złego, bo jesteśmy tu wszyscy!" - krzyknął Paweł na cały głos. Wtedy [tamten] zażądał światła,
wskoczył [do lochu] i przypadł drżący do stóp Pawła i Sylasa. A wyprowadziwszy ich na zewnątrz
rzekł: "Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?" "Uwierz w Pana Jezusa - odpowiedzieli mu - a
zbawisz siebie i swój dom". Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej
samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym
swym domem. Wprowadził ich też do swego mieszkania, zastawił stół i razem z całym domem
cieszył się bardzo, że uwierzył Bogu. Kiedy nastał dzień, pretorzy posłali liktorów z
rozkazem: "Zwolnij tych ludzi!" Strażnik więzienia oznajmił Pawłowi ten rozkaz: "Pretorzy przysłali,
aby was wypuścić. Wyjdźcie więc teraz i idźcie w pokoju!" Ale Paweł powiedział do nich: "Publicznie,
bez sądu biczowali nas, obywateli rzymskich, i wtrącili do więzienia, a teraz cichaczem nas
wyrzucają? O, nie! Niech tu sami przyjdą i wyprowadzą nas!" Liktorzy oznajmili te słowa pretorom.
Ci przestraszyli się usłyszawszy, że [tamci] są Rzymianami. Przyszli, przeprosili ich i
wyprowadziwszy prosili, aby opuścili miasto. Oni zaś, wyszedłszy z więzienia, wstąpili do Lidii,
zobaczyli się z braćmi, pocieszyli ich i odeszli.
W ruinach amfiteatru część pielgrzymów popisała się swoim pięknym głosem. Śpiewano pieśni
cerkiewne i świeckie. Przenosiliśmy się myślami w czasy apostolskie. Wyobrażaliśmy, że idziemy tą
drogą, gdzie stąpał apostoł Paweł. To było niesamowite uczucie. Grupa odważnych, licząca 16 osób,
pokonała zbocze góry aby dostać się do ruin zamku Filipa Macedończyka, reszta zwiedziła miasto.
Następnym punktem było zwiedzenie najstarszego klasztoru w Europie, liczącego 1600 lat
położonego na górze Paggeo o wysokości 1956 m n.p.m. klasztor Panagia Ikossifinissa, zbudowany
został w IV wieku przez świętego Hermana, ciężko doświadczony w ciągu dziejów. Istnieje tylko
dzięki miłości Matki Bożej. Znowu góry, serpentyny i przepaście. Ściskanie i szum w uszach. Na
górze zimno. Na cerkwi rośnie drzewo iglaste, które ma ponad 100 lat. Ciągle ma taką samą
wysokość. A dziwne jest to, że niema wcale korzeni a jest żywe. Sympatyczna i bardzo miła
matuszka Aleksija opowiedziała o klasztorze i o cudownej ikonie Matki Bożej nienapisanej ludzką
ręką, o napadach i grabieżach Bułgarów. Jeśli Matka Boża nie chce aby ikonę przenieść w inne
miejsce, staje się bardzo ciężka. Bułgar, chcący zabrać ikonę, doniósł ją na środek świątyni i zmarł.
Pozostał zarys buta na posadzce w cerkwi. Matuszka jest obdarzona tym, iż rozumie każdego kto do
niej mówi, tylko nie potrafi mówić w innym języku. Sama nie wie jak to jest. Pewnie to jeden z
cudów. W klasztorze jest 30 mniszek. Uczestniczyliśmy w nabożeństwie wieczornym. W żadnym
miejscu nie czuliśmy się intruzami. Tak i teraz. Poczęstowano również filiżanką kawy.
We wtorek raniutko pojechaliśmy zwiedzić słynne święte Meteory, o których mogliśmy tylko
pomarzyć, poczytać i obejrzeć film. Przed wyjazdem mieliśmy przygotowane kanapki na drogę.
Nierealne stało się realnym. Dzięki ks. Jerzemu Bogacewiczowi marzenia nasze się spełniły.
Podjeżdżając bliżej odczuwaliśmy radość, że nasze oczy coś takiego widzą i jednocześnie obawy,
jak tam wejść. Każdy jednak zaufał opiece Bożej i bez większych problemów doszedł tam gdzie
wszyscy. Żadne pióro ani film nie odda piękna tego świętego miejsca. Tam po prostu trzeba być.
Meteory, czyli zawieszone w powietrzu, to potężne prawosławne centrum monastycyzmu w Grecji,
a jednocześnie urokliwy obiekt turystyczny. Meteory, słynne greckie masywy skał z piaskowca, na
których znajdują się prawosławne klasztory, które zbudowane zostały przez mnichów na
niedostępnych, przypominających maczugi skałach. Według legendy, św. Atanazy, założyciel
najstarszego i największego klasztoru, tzw. Wielkiego Meteoronu, wzniósł się na skały na grzbiecie
orła. Od XI w. meteory uważane są za obraz wielkości Boga. Wznoszą się jako skalisty las w Grecji,
na Równinie Tessalskiej, blisko miasta Kalambaka, między górami Koziaka i Antihasionu. Tam mnisi
wyrabiają sobie cnotę posłuszeństwa, próbują się odzwyczaić od swoich nawyków. Wiara ich jest
zahartowana jak stal. Bronią mnichów jest modlitwa i post. Są to skrzydła, które pomogą osiągnąć
zbawienie. Dzięki całodobowej modlitwie mnichów świat istnieje. Mnisi z Meteorów są od setek lat
strażnikami historii, obrońcami narodowej świadomości, w miejscu gdzie rozważali Pismo Święte i
sztukę greckiej ortodoksji. Z czasem te klasztory stały się magnesem przyciągającym tysiące
wiernych, którzy przychodzą tutaj pokrzepić swoje siły duchowe i nakarmić duszę eliksirem miłości
Bożej. Wiele tysięcy skał niskich i wysokich układa się w tajemniczą całość. Odosobnienie skał,
panująca cisza, wznoszące się na szczytach klasztory, tworzą dla pielgrzymów wzniosłą atmosferę,
przybliżają do Boga, który jest w niebie, przybliżają do Stwórcy raju ziemskiego. Równocześnie te
stare skały , rodzą strach, pobudzają gorliwość w modlitwie, dusza wznosi się do nieba. Mimo woli
schylamy kolana swej duszy przed ich majestatem i wielkością.
Meteory są jednym z cudów przyrody, niezrozumiałym geologicznie fenomenem naszej planety.
Święte Meteory są na liście największych pomników ludzkości UNESCO. Od 1995 r. zgodnie
z ustawą państwa greckiego (a także postanowieniem Kościoła greckiego od 1990r .) zostały
ogłoszone "miejscem świętym, niezmiennym i nienaruszalnym". Z 21 klasztorów, które istniały w
Meteorach dawniej, dzisiaj funkcjonuje tylko 6. Są to: Klasztor Metamorfozy (Wielki Meteor),
Barlaama, Świętej Trójcy, Świętego Męczennika Stefana, Rusanu i Świętego Mikołaja
Odpoczywającego. Zwiedziliśmy trzy klasztory.
Wracaliśmy inną drogą. Możemy powiedzieć z całym przekonaniem, że jechaliśmy ponad chmurami
i w chmurach. Podziwialiśmy swoich kierowców, Anatola i Tomka, którzy pierwszy raz prowadzili
autokar na Meteory, a tak szczęśliwie i profesjonalnie.
W środę, po śniadaniu pojechaliśmy do miasta Drama, położonego 35 km od Kawali. Drama leży u
stóp masywu Falakro, nazywanego przez mieszkańców „górą kwiatów”. W XII wieku było jednym z
najbogatszych miast Macedonii. Obecnie głównym źródłem dochodów są lasy otaczające miasto i
pola tytoniowe. Prawosławni zawsze mają coś atrakcyjnego do zwiedzania, a są to przepiękne
cerkwie. Zwiedziliśmy trzy cerkwie: pw. 12 Apostołów, gdzie jest prowadzony punkt charytatywny,
tutaj też pokrzepiliśmy swoje siły cielesne filiżanką kawy i herbaty oraz ciasteczkami, cerkiew pw.
św. Zofii - Mądrości Bożej i cerkiew, w której znajduje się katedra metropolity. Przy katedrze
oczarowała wszystkich sala spotkań parafialnych, z pięknym i stylowym wystrojem. Czas wolny,
każdy spędzał według swego uznania i potrzeb. Zachodziliśmy do słynnych tawern.
Wieczorem pojechaliśmy do Nowego Filippi do drugiej cerkwi pw. Narodzenia Pańskiego. Zbudował
ją Grek, który stracił jedynego syna w wypadku. Następnie udaliśmy się na uroczystą kolację, na
której serwowano dania greckie. W tej kolacji uczestniczyli nasi znajomi Grecy z ks Gieorgiosem na
czele. Nie zabrakło również tańca Greka Zorby. Tak było fajnie i rodzinnie, że nie chciało się
rozstawać. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Pożegnaniu towarzyszyły łzy i
jednocześnie radość, że są tak dobrzy ludzie, którzy idą po śladach apostoła Pawła i swoim
przykładem świadczą, że są dziećmi bożymi. Wszystko, co nie mogliśmy zjeść, zapakowali nam do
hotelu.
Ostatnim punktem naszych wojaży były Saloniki, miasto położone malowniczo wzdłuż wybrzeża, u
podnóża góry Chortiatis (1201 m n.p.m.). W nowoczesną sieć ulic wtopione są fragmenty starego
miasta: główna arteria miejska via Egnatia, u wylotu której zachowały się z czasów rzymskich
kolumny łuku triumfalnego cesarza Galeriusza (III w. n.e.). W mieście znajdują się liczne zabytki
sztuki bizantyńskiej, cerkwie z różnych okresów od V do XIV w. (świątynie kopułowe, mozaiki,
freski), klasztory, obwarowania; nad morzem słynna Biała Wieża z czasów weneckich (1423-30 r.),
u podnóża gór cytadela na miejscu starożytnego Akropolu, charakterystyczne fragmenty miasta z
czasów tureckich.
Rano, zostało odsłużone nabożeństwo dziękczynne z jelejopomazanijem w pobliskiej cerkiewce.
Zaskoczyło nas to, że cerkiew jest otwarta przez całą dobę. Ludzie wchodzą, modlą się, stawiają
świece, wychodzą. Nikt nie pilnuje, nikt niczego nie zabiera.
Po śniadaniu udajemy się do Salonik, aby pokłonić się relikwiom św. Dymitra w bazylice jemu
poświęconej. Jest to największa wczesnochrześcijańska bazylika w tej części Europy. Saloniki to
drugie najważniejsze miasto Grecji oraz wielki ośrodek kulturalny. To miasto, w którym przeszłość i
teraźniejszość harmonizują ze sobą, uzupełniając się. Do Salonik ap. Paweł dotarł pierwszy raz
jesienią 50 r. Był tu dwukrotnie, potem do Tessaloniczan napisał dwa listy. Miasto to jest miejscem
urodzenia Apostołów Słowian - Cyryla i Metodego.
Na początku ugrzęźliśmy w wąskiej i stromej uliczce. Tam nikt nie przestrzega znaków drogowych.
Samochody parkują wszędzie gdzie się da. Dzięki umiejętnościom kierowców wyjechaliśmy bez
szwanku. W katedrze, oprócz relikwi św. Dymitra znajdują się relikwie św. Grzegorza, świętego
greckiego i św. Anisji. Przed relikwiami św. Dymitra został odsłużony molebien. Pokłoniliśmy się
świętym relikwiom, przykładając zakupione świece aby bardziej były pomocne podczas modlitwy.
Potem zwiedziliśmy podziemia, miejsce kaźni św. Dymitra, gdzie został zabity.
Każdy zwiedzał Saloniki na własną rękę. W godzinach wieczornych wyjechaliśmy z pięknej i bliskiej
sercu Grecji. Pierwszym dłuższym odpoczynkiem był Budapeszt na Węgrzech. Mieliśmy dużo
wolnego czasu i każdy znowu ruszył swoją drogą.
W sobotę , o godzinie 14., byliśmy w Bielsku Podlaskim. Szczęśliwi, zadowoleni, bogatsi duchowo z
myślą, że to nie pierwszy i nie ostatni raz taka wyprawa miała miejsce. Pokonanie ponad 5000 km,
nieprzespane noce, trudy jazdy i to, że nie skorzystaliśmy z kąpieli borowinowych Krinides,
wykorzystujących lecznicze błoto, niezastąpione podczas leczenia reumatyzmu, artretyzmu oraz
chorób skóry i chorób kobiecych, to wszystko nic w porównaniu do tego co widzieliśmy i
przeżyliśmy.
Dziękujemy ks. Jerzemu Bogacewiczowi za pokazanie nam świata i oderwanie na pewien czas od
spraw ziemskich.
Zostały poczynione pierwsze kroki do kontaktów zagranicznych. Jeśli da Bóg, to w czerwcu będzie
gościć u nas w Bielsku młodzież grecka, a w sierpniu nasza.
Oprac. Irena Łozowik
Zdjęcia z meteorów
|

 | Jesteś w dziale |
|
|
|  | GALERIA |
|
|
| |  | UROCZYSTOŚCI |
|
|