Ostatni dzień w Grecji

wpis

W poniedziałek, 30 września,  o godzinie 6.00 czasu greckiego, grupa „międzydiecezjalna” (uczestnicy byli z Bielska , Warszawy,Wołomina, Hajnówki,Narwi,Narewki, Milejczyc,Siemiatycz, Białegostoku, Łodzi, Gródka,Gdyni, Gorlic, Niska… ) udała się w drogę powrotną. Pokłonili się relikwiom św.Dymitra Sołuńskiego, gdzie odsłużono nabożeństwo dziękczynne i przeczytano zapiski. W katedrze tej znajdują się  relikwie św. Anisii i św.Grzegorza (greckiego),którym również oddano pokłon. Następnie grupa pojechała do relikwi św. Cyryla. Okazało się,że relikwie są wynoszone tylko w dniu Święta Cyryla i Metodego nauczycieli Słowian.W katedrze również odsłużono nabożeństwo. Nocleg w Belgradzie i dzisiaj w godzinach rannych Bielsk Podlaski.

Dziękujemy ojcu Jerzemu za zorganizowanie po raz kolejny wyjazdu do przecudownej Grecji, przyjaciołom Grekom za serdeczność i stworzenie rodzinnej atmosfery a tłumaczce Kirze Charytoniuk, córce ks.Jerzego Charytoniuka z Malesz za możliwość porozumienia się z braćmi Grekami.

Dzięki takim wyjazdom człowiek staje się bogatszy nie tylko duchowo, lecz również w nowe przyjaźnie. Poznaje ludzi w różnych sytuacjach, czasami wydaje się, że zna  ich całe życie…

ze strony monasteru w Sakach:

Święty Dymitr mirotoczy – świadectwo cudu

Było to 26 października 1987 r. Godzina na pewno daleko po 22giej. Thessaloniki hucznie świętowały pamięć swego patrona św. Dymitra, jak również wyzwolenie spod jarzma pięćsetletniej okupacji tureckiej. (Północna Grecja w porównaniu do południowej części kraju wyzwolona została prawie sto lat później.)
Cerkiew św. Dymitra była jeszcze otwarta i ciągle zachodzili do niej ludzie, którzy kłaniali się relikwiom wielko męczennika. W tym czasie w świątyni znajdowało się nie więcej niż trzydzieści, może czterdzieści osób. Gromadka dziesięciu kobiet otaczała półkolem relikwiarz i śpiewała paraklis do św. Dymitra. Jedynym duchownym w tym czasie w cerkwi był nowo wyświęcony diakon, któremu towarzyszyła jego matuszka. Proboszczem był wtedy obecny metropolita Werii Panteleimon. Poprosił on diakona, żeby wraz z matuszką na niego zaczekali.
Nagle kobiety śpiewające paraklis zaczęły krzyczeć! Diakon szybko pobiegł w ich stronę, a one z mieszanymi uczuciami wskazywały na relikwiarz. Był on dosłownie oblany oleistym mirem (jego zapach był niesamowity i nie dawał się z niczym porównać). Wyglądało to tak, jakby ktoś wylał na relikwiarz przynajmniej dwa wiadra tej aromatycznej substancji. (Sam relikwiarz jest duży – wykonany jest ze srebra, a na jego ścianach wyrzeźbione są sceny z życia i męczeństwa św. Dymitra).
Diakon osłupiał – święty Dymitr wydziela miro! Bez cienia wątpliwości, że to cud, będąc w stanie radości, zaskoczenia i entuzjazmu, przyniósł z jakiejś szafki z ołtarza watę. Zaczął szybko wycierać miro z zewnętrznych ścian relikwiarza i rozdawał wiernym kawałki waty nasączonej mirem. Ciągle wycierał, a mira w ogóle nie ubywało. Zdawało się, że wypływa ono z jakiegoś niewidzialnego źródła. Duże wrażenie wywarł na nim następujący fakt – gdy wytarł dużym kawałkiem waty gładki fragment ścianki relikwiarza (tak jak się wyciera do sucha np. jakąś szybę pocierając ją suchą ścierką i nie zostawiając na niej w ogóle wilgoci), to zaraz po nim jedna z kobiet dotknęła ręką tej samej powierzchni, i cała jej dłoń była mokra od oleistego mira, które miało zielono żółtą barwę!
W tym czasie cała cerkiew napełniła się niesamowitym zapachem, który wychodził na zewnątrz przez otwarte drzwi świątyni na ulicę św. Dymitra i przyciągał przechodniów, którzy bez wyjątku zachodzili do środka, żeby zobaczyć co się dzieje. Wszyscy podchodzili do relikwiarza stojącego z okazji święta na środku cerkwi przed ikonostasem.
Jednak miła niespodzianka nie skończyła się tylko na tym. Wierni zauważyli, że wszystkie ikony w świątyni, bez względu na to gdzie się znajdowały, tzn. albo w kiotach, albo w ikonostasie, wszystkie bez wyjątku wydzielały miro. Diakon widział jak ludzie wyjmowali chusteczki i wycierali nimi szyby na ikonach w ikonostasie. Chusteczki były żółte od mira, które ściekało po szkle z dwóch stron – od zewnątrz i od wewnętrznej strony ikony. Cud był tak wielki, że nikomu nie pozostawiał śladu wątpliwości. Nie rozumieliśmy co się dzieje, było to jak sen, ale jednak tego doświadczyliśmy!!! Dotykały tego nasze ręce, widziały to nasze oczy, czuliśmy ten nieziemski zapach!!!
Po krótkim czasie przed relikwiarzem stała już ogromna kolejka ludzi, którzy oddawali pokłon św. Dymitrowi i wszyscy rozumieli dlaczego nazywany on jest “mirotoczywym”.
W międzyczasie przybył do cerkwi proboszcz wraz z innymi duchownymi. Otworzył relikwiarz i zobaczyliśmy św. relikwie. Wydzielały one również piękny zapach, ale odmienny od zapachu mira.
Ówczesny metropolita Thessalonik Panteleimon II powyższy cud powiązał z następującą sytuacją – z okazji święta Św. Dymitra w auli Uniwersytetu Arystotelesa odbywała się specjalna uroczystość, podczas której główny prelegent w czasie swego odczytu ani razu nie wspomniał o św. Dymitrze, o tym, że to dzięki jego opiece i wstawiennictwu miasto zostało wyzwolone spod okupacji tureckiej i do tej pory nie legło w gruzach podczas wielkich trzęsień ziemi nawiedzających regularnie te tereny.
Minęły 24 lata. Tamtym diakonem byłem ja – piszący te słowa ojciec Christos Kotios. Obecnie pełnię posługę wikarego parafii Zaśnięcia NMP w dzielnicy Saranda Ekklisies w Thessalonikach. Napisałem wszystko co pamiętam. Mam wrażenie, że przeżyłem wtedy misterium i nie sposób jest oddać tego słowami. Radość, zdziwienie, wzruszenie, entuzjazm – nie wiem dokładnie jak to nazwać. Było to jednak wydarzenie, które umacnia wiarę, napełnia radością, nadzieją i uczuciem obecności Chrystusa i Jego świętych. Nasza wiara jest żywa!

Dodaj komentarz